Wiadomości
Udostępnij:
Molestowanie w Bursie Szkolnej w Ostrowi Mazowieckiej? Sprawa w prokuraturze
-
02.04.2025 20:37
-
Aktualizacja: 06:08 03.04.2025
Prokuratura Rejonowa w Ostrowi Mazowieckiej podjęła czynności sprawdzające, czy w Bursie Szkolnej w Ostrowi Mazowieckiej dochodziło do molestowania przez jednego z wychowawców. Swoje działania na wniosek wojewody realizuje też rzecznik dyscyplinarny. Organ prowadzący, jakim jest starostwo ostrowskie i dyrektor placówki, czekają na wyniki postępowań.
Prokuratura Rejonowa w Ostrowi Mazowieckiej bada sprawę możliwych nieprawidłowości w Bursie Szkolnej w Ostrowi Mazowieckiej. Chodzi o zachowanie jednego z wychowawców.
— Czy nie doszło przypadkiem do usiłowania nadużycia stosunku zależności i doprowadzenia małoletniej do poddania się lub wykonania innej czynności seksualnej. Prokuratura Rejonowa w Ostrowie Mazowieckiej podjęła w tej sprawie czynności sprawdzające. W tym kierunku właśnie prowadzone jest to postępowanie — przekazała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce Elżbieta Łukasiewicz.
Rzeczniczka wyjaśniła, że czynności zostały podjęte pod koniec marca po analizie anonimowych ankiet wypełnionych przez uczniów.
— Część uczestników tych ankiet miała wskazywać na niewłaściwe zachowanie jednego z wychowawców. Miał on przytulać niektóre osoby, sprawdzać pokoje uczennic w późnej porze, skierować wobec niektórych uczennic niewłaściwe, niestosowne uwagi oraz w sposób niewłaściwy komentował wygląd uczennic — poinformowała Łukasiewicz.
Ankiety były dołączone do zawiadomienia o możliwych nieprawidłowościach, jakie do prokuratury pod koniec ubiegłego roku przekazało Kuratorium Oświaty w Warszawie, które wszczęło swoją kontrolę po skardze rodziców.
Nie będzie „taryfy ulgowej”?
Swoje działania na wniosek wojewody realizuje też rzecznik dyscyplinarny. Wychowawca przebywa na zwolnieniu lekarskim. Organ prowadzący, jakim jest starostwo ostrowskie i dyrektor placówki twierdzą, że czekają na wyniki postępowań.
O komentarz do sprawy poprosiliśmy starostę ostrowskiego Jerzego Bauera. Jego zdaniem, jeżeli nieprawidłowości się potwierdzą, nie będzie taryfy ulgowej, ale na razie nie ma podstaw do działań.
— Właściwym organem do wykonywania czynności wobec pracownika jest jego przełożony, czyli dyrektor. To musi być podstawa. W tym momencie żadnych podstaw w postaci wyników pracy rzecznika prokuratury nie ma. Kiedy te wyniki się pojawią, wszczęte zostaną procedury, ale stosowne do wyniku tych postępowań — zapowiedział Bauer.
Starosta podkreślił, że ani do niego, jako organu prowadzącego, ani do dyrektora nie kierowano skarg dotyczących nieprawidłowości, do jakich miało dochodzić w bursie.
Sprawa zamieciona pod dywan?
Inaczej sprawę widzi pani Katarzyna. W rozmowie z Polskim Radiem RDC potwierdziła, że dwa lata temu, gdy mieszkała w placówce, mówiła o zachowaniu wychowawcy ówczesnej dyrekcji.
— Wszystko jest po prostu zamiatane pod dywan i tyle. Wszyscy o tym wiedzą i o tym wiedzieli wtedy, kiedy to się działo. Naprawdę mam nadzieję, że poniosą za to konsekwencje, bo oni wszystkiego się wypierają, a najwięcej wiedzą — powiedziała pani Katarzyna.
Pani Kasia twierdzi, że do nieprawidłowego zachowania w Bursie Szkolnej w Ostrowi Mazowieckiej ze strony jednego z wychowawców dochodziło już wcześniej.
— Były to nieodpowiednie słowa kierowane do nas. Czasami też potrafił nas dotknąć. Poszłam zgłosić brak ciepłej wody pod prysznicem i powiedział do mnie, masując mnie przy tym po lewej ręce, że mogę się umyć u niego, że on zamknie drzwi i nikt nam nie będzie przeszkadzał — opowiedziała pani Katarzyna.
Pani Katarzyna razem z dwiema koleżankami miała o dziwnym zachowaniu mężczyzny poinformować ówczesną dyrekcję, ale ciężar decyzji pozostawiono na jej nastoletnich barkach.
— Pani dyrektor powiedziała, że sprawa nie wygląda za ciekawie, więc zapytała mnie, czy chciałybyśmy zgłosić to na policję. Nie wiedziałam w ogóle, co ja mam z takim czymś zrobić. Pani dyrektor powiedziała, że lepiej, żeby tego nie zgłaszać, bo zleci się telewizja, policja, prokuratura i zamknął bursę. Tak to było wszystko zamiecione pod dywan — powiedziała pani Katarzyna.
„Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca”
Była mieszkanka bursy liczy, że osoby, które pozwalały na nieprawidłowości, poniosą odpowiedzialność.
— Teraz nawet jak o tym mówię, to jest mi strasznie mnie niekomfortowo. Mam nadzieję, że wszyscy poniosą za to jakąś odpowiedzialność, bo takie rzeczy naprawdę nie powinny mieć miejsca. To jest placówka szkolna, gdzie przebywają dzieci — dodała.
O nieodpowiednim zachowaniu tego samego wychowawcy pod koniec ubiegłego roku rodzice poinformowali Kuratorium Oświaty w Warszawie. Po kontroli złożono zawiadomienie o możliwych nieprawidłowościach do prokuratury rejonowej, a ta po analizie anonimowych ankiet mieszkańców bursy wszczęła pod koniec marca czynności sprawdzające.
Czytaj też: Awaria wodociągowa w Otwocku i Karczewie. Wojewoda: utrudnienia nawet 6 dni
Źródło:
Autor:
Beata Głozak/DD
Kategorie: