Spalony blok w Charkowie po rosyjskim ostrzale rakietowym. Wśród rannych 3-letnia dziewczynka

  • 03.10.2024 22:51

  • Aktualizacja: 22:04 03.10.2024

Czwartek 3 października to 951. dzień wojny w Ukrainie. Dwanaście osób, w tym trzyletnia dziewczynka, zostało rannych z powodu rosyjskiej kierowanej bomby lotniczej, która w środę późnym wieczorem uderzyła w pięciokondygnacyjny blok mieszkalny w Charkowie na wschodzie Ukrainy - poinformował w czwartek szef obwodu charkowskiego Ołeh Syniehubow.

Wybite szyby w mieszkaniach, zniszczone klatki schodowe, spalone samochody - tak w czwartek rano wyglądał jeden z bloków mieszkalnych przy ul. Niezłomnych w Charkowie, gdzie w nocy doszło do ataku wojsk rosyjskich. Na miejscu pracują służby porządkowe oraz wolontariusze.

Charkowska prokuratura obwodowa podała, że rosyjski pocisk uderzył pomiędzy trzecią a czwartą kondygnacją bloku mieszkalnego. W budynku wybuchł pożar. W wyniku ataku rannych zostało 12 osób, w tym trzylatka. Najstarsza ofiara ma 73 lata. Uszkodzonych zostało też co najmniej 14 samochodów.

Odłamki szkła z wybitych okien zostały już wcześnie rano uporządkowane przez służby sprzątające.

Słychać było piły tnące płyty wiórowe, które na bieżąco wstawiane były w miejsca wybitych okien. Czuć było zapach drewna, kurzu, betonu. Naprzeciwko - na placu zabaw zgromadził się tłum mieszkańców.

"Odłamki spadały na samochody, nie mogliśmy wejść do budynku. Wyłamaliśmy drzwi (do mieszkania mojej matki - PAP), bo były zaklinowane. Matka nie wiedziała, co się dzieje, sprawdziliśmy jej ręce i nogi, czy nie krwawi" - powiedział Ołeksandr, który przyszedł po swoją ranną matkę, mieszkającą w tym bloku. Kobieta doznała obrażeń twarzy, a także prawej nogi. Z mieszkania matka i syn wynieśli dwie reklamówki rzeczy oraz drabinę. Nic więcej nie udało się im uratować. Z miejsca zdarzenia pojechali do szpitala, aby lekarze mogli zaopiekować się kobietą.

Za placem zabaw, naprzeciwko zbombardowanego bloku, znajduje się przedszkole. W wyniku podmuchu z okien wypadły szyby, kruszące się odłamki szkła słychać było pod butami wolontariuszy z organizacji Ja Wriatowanyj. To byli więźniowie, osoby uzależnione i w kryzysie bezdomności, pomagające w zabezpieczeniu i remontach zniszczonych mieszkań oraz domów po rosyjskich atakach. Fundacja współpracuje z Polskim Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), które dostarcza część materiałów w celu zabezpieczenia zniszczonych budynków.

Przy pracach porządkowych w przedszkolu wciąż pracuje 13 wolontariuszy. Sprzątają rozbite okna i w ich miejsce wstawiają od razu płyty wiórowe. "Jeśli nie my, to kto pomoże tym ludziom? Pomoc to nasza jedyna motywacja" - powiedział Maksym Melnyk, wolontariusz, dawniej uzależniony od narkotyków.

"Ostrzały, takie jak dziś w Charkowie, są codziennie. Tylko zwiększenie nakładów na ochronę przeciwlotniczą może wpłynąć na naszą obronność" - powiedział zastępca naczelnika obwodowej administracji obwodu charkowskiego Jewhen Iwanow.

Zapytany o nastroje panujące wśród mieszkańców miasta, których jest obecnie 1,2 mln, odpowiedział, że są one dobre - otwierają się m.in. małe i średnie przedsiębiorstwa przy wsparciu funduszy rządowych. "W dzielnicach mieszkalnych toczy się życie" - podkreślił Iwanow. Jak dodał, najbliższe wyzwania, jakie stoją przed Charkowem to zabezpieczenie mieszkańców przed nadchodzącą zimą, a także budowa podziemnej szkoły i szpitala.

Mimo tragicznego zdarzenia, do którego doszło w nocy w bloku na osiedlu Saltiwka, mieszkańcy miasta żyją swoim życiem - otwarte są przychodnie, serwisy samochodowe, sklepy, ludzie kupują książki na stoiskach bukinistów.

Czytaj też: Rosjanie rozstrzelali 16 jeńców w obwodzie donieckim

Źródło:

PAP

Autor:

RDC

Kategorie: