fot. mat. prasowe

Ty też odnajdź w sobie Bowiego

26 stycznia 2016

To nie jest kolejny tekst wspominkowy o Davidzie Bowiem, bo przez dwa tygodnie musieliście przeczytać ich setki.

Patrząc na portale społecznościowe pewnie nie mogliście się na dziwić, ilu z waszych znajomych było jego fanami, choć nigdy nie dawali tego po sobie poznać. W tym żalu po śmierci artysty nie brakowało również akcentów komicznych, kiedy artyści za wszelką cenę chcieli podzielić się jakimś wspomnieniem o nim, a nawet pochwalić się znajomością.

Na przykład członkowie Coldplay w wywiadzie dla NME przypomnieli, jak poprosili Bowiego, żeby zaśpiewał jedną z ich piosenek. Chris Martin napisał elegancki list i wysłał nagranie, ale artysta kurtuazyjnie podziękował za propozycję i zasugerował, że „nie jest to ich najlepsza rzecz”. Grupa wykazała wyrozumiałość wobec wygórowanych oczekiwań artysty i podobno od tamtego czasu dba o najwyższą jakość swoich produktów. Z kolei Kanye West nieoczekiwanie najpierw zabłysnął na Twitterze wyznając, że przez całe życie Bowie inspirował go odwagą i kreatywnością. A potem zapowiedział nagranie płyty z jego coverami – Bowie nie mógł powiedzieć „nie”, dlatego fani zaczęli zbierać podpisy pod petycją przeciwko temu pomysłowi.

Powoływanie się na inspirację Bowiem to najbardziej kuriozalne zjawisko w muzyce w ostatnich latach. W związku z przedłużającą się nieobecnością artysty, nie brakowało chętnych do zajęcia jego miejsca. Główną uzurpatorką była Lady Gaga, która zakładała na siebie koszmarne kostiumy i śpiewała szmirowate przeboje, a później tłumaczyła w wywiadach, że Bowie również kiedyś robił podobne rzeczy, łączył muzykę z modą i ciągle zmieniał image. Zaznaczała przy tym, że wcale go nie kopiuje, tylko wprowadza w życie jego filozofię. A każdy dzień rozpoczynała od pytania: „Co dzisiaj zrobiłby David Bowie?”. Ciekawe, czy Bowie również budził się rano i martwił się, że Lady Gaga znów narobi mu obciachu?

Lista artystów, którzy z dumą – a raczej bez zażenowania – powoływali się na Bowiego jest bardzo długa. Znaleźli się na niej przede wszystkim liderzy najgorszych zespołów ostatniej dekady jak The Killers, Fall Out Boy, My Chemical Romance oraz Adam Lambert, który w Queen złapał fuchę po Freddiem Mercurym. Generalnie można założyć, że każdy wokalista, który farbuje włosy, źle się ubiera, śpiewa falsetem i jest pretensjonalny, musiał wychować się na Bowiem. Podobno to on zachęcił ich do bycia sobą i wyrażania siebie w nieskrępowany sposób – tylko, czy naprawdę każdy powinien to robić? Bowiego słuchali nawet modni producenci muzyki tanecznej jak Calvin Harris, deadmau5 i duet Disclosure. W przypadku ostatniego duetu sprawa jest o tyle trudna, że bracia Lawrence mieli dopiero dziesięć lat, kiedy Bowie przestał nagrywać regularnie albumy.

Życie wielu popularnych wokalistek jak Kesha, Leona Lewis, Charli XCX czy Lana Del Rey odmienił się zaledwie po wysłuchaniu jednego albumu albo jednej piosenki Bowiego. Natomiast Lorde opisała na Facebooku spotkania z artystą sprzed kilku lat na jednej z imprez w Nowym Jorku. Przypomina ono trochę scenę biblijną, a trochę tekst z portalu plotkarskiego, kiedy zagubiona nastolatka spotyka „starego rock’n’rollowego anioła w eleganckim szarym garniturze”. On delikatnie muska jej dłonie, ona czuje dreszcze, on spogląda jej głęboko w oczy, ona widzi w nich blask, a potem stwierdza: „Tej nocy coś się we mnie zmieniło – poczułam pewien spokój i rosnącą pewność siebie”. Wtedy został jej „aniołem stróżem” i namaścił ją na gwiazdę.

W tej galerii przypadkowych postaci składających hołd artyście zabrakło chyba tylko Justina Biebera, która pewnie był wówczas zajęty wrzucaniem fotek swojej gołej klaty na Instagram. Za to Justin Timberlake zdobył się na podziękowania dla Bowiego, ponieważ pozwolił mu uwierzyć w siebie, kiedy był jeszcze pryszczatym nastolatkiem z kołtunem na głowie. Szkoda, że przy okazji nie zainteresował się również jego muzyką. Na jeszcze bardziej osobiste wyznanie pozwolił sobie Sean Combs, znany szerzej jako Puff Daddy, P. Diddy i Diddy. „Dzięki Davidowie Bowiemu miałem odwagę zmieniać moje imiona i robić nowe rzeczy… Ludzie nie wiedzą, że używam tych pseudonimów, żeby oddzielić moją osobowość sceniczną od życia prywatnego. Tak naprawdę jestem Seanem Combsem, tak jak on był po prostu Davidem Bowiem”.

Najciekawszy w tym festiwalu pośmiertnego uznania dla Bowiego jest jednak fakt, że w latach 80. podobnie na inspirację nim powoływali się najwięksi jak Joy Division, The Smiths, The Cure, Depeche Mode, Pet Shop Boys, potem w latach 90. Blur, Suede, Pulp, a także Kurt Cobain, Trent Reznor i Marylin Manson, a później grupy Placebo, TV on the Radio i The Arcade Fire, z którymi osobiście współpracował. O ile starsze pokolenia rozumiały szerzej kontekst jego działalności, potrafiły odnieść się do niej osobiście, stworzyć równie oryginalną muzykę i kreacje sceniczne, tak dzisiaj jego twórczość odbierana jest coraz bardziej powierzchownie. Fascynacja Bowiem ogranicza się do kilku zdjęć, kostiumów i makijaży, znanych klipów, występów i przebojów, a nie sięga głębiej do jego biografii, całych albumów, a także nie obejmuje szerzej historii muzyki, mody i sztuki współczesnej. Może dlatego muzyka popularna jest dzisiaj taka miałka, a osobowości świata showbiznesu takie nudne?

Autor: Jacek Skolimowski | Źródło: RDC