fot. RDC

Czekając na PJ Harvey

19 stycznia 2016

Muzyk nagrywający płytę to muzyk odcięty od świata. Kiedy gra koncerty jest aż nadto wyeksponowany, ale etap zapisu to czas izolacji. Tak? W przypadku nadchodzącej płyty PJ Harvey – nie.

Dziewiąty album artystki ukaże się wiosną. Został zarejestrowany podczas miesięcznej rezydencji w Somerset House w Londynie. Przez ten czas sesję nagraniową obejrzało 3,000 fanów.

W podziemiach Somerset House, wewnątrz przestronnej komnaty, zbudowano studio. W okół niego, kilka razy w ciagu dnia, zbierali się widzowie. Artyści nie widzieli ani nie słyszeli publiczności. Od fanów oddzielały ich ściany i lustra weneckie.

Jak łatwo się domyślić bilety na &”Recording in progress” wyprzedały się w oka mgnieniu. Mnie udało się zdobyć mój dzięki wprowadzonej do obrotu dodatkowej puli.

Z ogromnym zaciekawieniem wybrałam się na tę wyprawę. Już sam widok lokalizacji sprawił mi radość. Somerset House to piękny, neoklasycystyczny budynek nad Tamizą, centrum sztuki i kultury regularnie prezentujące wysokiej jakości wystawy. Nie dziwię się, że PJ Harvey chciała pracować w takim miejscu.

Do budynku wchodzi się od strony „New Wing” – Nowego Skrzydła, strzałki kierują do sali z żyrandolem, w której znajduje się szatnia, sklepik i punkt informacyjny. Pracownicy muzeum wykreślają z listy twoje nazwisko, konfiskują telefon. Na przegub zakładają opaskę. O pełnej godzinie przewodnik wygłasza krótką mowę powitalną i grupa wyrusza w głąb korytarza.

Zaraz po zejściu ze schodów, zaczyna być słychać głosy. Chwilę później już ich widać. Otoczeni armią instrumentów, zajęci rozmową: PJ Harvey, Flood, Mick Harvey, John Parish, Jean-Marc Butty, Mike Smith i Alain Johannes. W czasie godziny, którą tam spędziłam, pracowali nad jedną piosenką. Nie wiem, czy padł jej tytuł, ale napewno mogę ją – wciąż jeszcze dzisiaj- zaśpiewać. I remember father/ I remember him/ every minute I remember/ every moment – tak zaczynała się zwrotka. Później dyskutowali, jak zaakcentować słowo „waiting”, układając chórek dla męskiej części zespołu. I will be woo-woo-waiting/ I will be woo-woo-waiting – sześciu facetów mantrujących do znudzenia. O upływającym czasie przypominał mi jedynie odczuwalny, dekoncentrujący brak telefonu. Niemożliwość zrobienia zdjęcia i zanotowania myśli w takiej chwili jest nienaturalna.

Wiele razy sama pracowałam w studio i wiele razy towarzyszyłam w studyjnej pracy innym – nie zawsze jest to ekscytujące. Wyobrażam sobie, że niektórzy z fanów mogli trafić np. na przestoje w pracy i nużące powtórzenia i tym samym uznać udział w sesji za mało porywający. Ja natomiast miałam szczęście trafić na godzinę aktywnej pracy. Siedem, czasem więcej, osób w ciągłym ruchu. Widziałam, że ludzie w okół mnie stali, jak zahipnotyzowani. Kiedy nagle dostaliśmy sygnał do wyjścia wszyscy wyglądali, jakby obudzili się z letargu.

Dopiero w sali na górze publiczność odzyskała głos. Żywiołowo dyskutując widzowie przeglądali ofertę sklepiku – pocztówki, plakaty, oprawione odbitki odręcznie pisanych tekstów (50 funtów) oraz zdjęcia zrobione artystce w katakumbach Somerset House (300 funtów). Zdałam sobie sprawę, że na dole, w studio, również wisiały jakieś zdjęcia. Później przeczytałam, że były to fotografie wykonane przez PJ Harvey w Afganistanie. Według oficjalnych zapowiedzi nowy album będzie dokumentacją jej podróży przez m.in Afganistan i Kosovo.

Obserwując kolejną grupę widzów przygotowującą się do udziału w sesji myślałam nad tym, czy nagrywanie w takich warunkach jest trudne. Praca pozwala się zapomnieć, ale ciężko mi uwierzyć, że z tyłu głowy nie kołacze się myśl, że ktoś stoi za tymi szybami. Z drugiej strony taka myśl może również mobilizować. Świadomość, że masz publiczność, każe zabierać się do pracy niezależnie od humoru.

Zainteresował mnie jeszcze jeden aspekt tego projektu – promocyjny. Zwyczajowo etap nagrywania trzyma się przed słuchaczami w tajemnicy. Tymczasem „Recording in Progress” włącza odbiorców w proces powstawania płyty już na jego wczesnym etapie, budując poczucie przywiązania. Ludzie słyszą fragmenty piosenek, zapamiętują kawałki tekstów. Kiedy płyta ukaże się na rynku będą z nią związani, choć nie słyszeli jeszcze całości. Podobny mechanizm występuje w przypadku crowdfundingu – wsparcie na wczesnym etapie buduje tak silną relację z projektem, że dofinansowujący kibicują mu jeszcze długo po zakończeniu akcji.

Sama, kiedy wyszłam z Somerset House, miałam w głowie piosenkę, nad którą przez ostatnią godzinę pracowali muzycy. Wiem, że kiedy ją usłyszę na skończonej płycie, będę czuła, że to ta „moja”. Wsiadałam do autobusu powtarzając jak mantrę chórek męskiej części zespołu – I will be woo woo waiting. Rzeczywiście, nadal czekam. Premiera pierwszego singla już w czwartek na antenie BBC Radio 6 Music po godzinie 17.00.

Autor: Misia Furtak | Źródło: RDC