Louise znów atakuje!

4 stycznia 2016

Tym razem muzycznie wykraczam nieco poza moje ukochane variété, ale myślę, że mi to wybaczycie. W końcu przecież granice między gatunkami muzycznymi coraz bardziej się zacierają.

Louise attaque. Tak, tak, właśnie oni. Po dziesięciu latach ciszy (bo – umówmy się – składanka z cyklu „The Best of” to nie album) powrócili z nowym singlem pod koniec ubiegłego już roku. 10 lat – dla wielu zespołów oznaczałoby to artystyczną śmierć, zapomnienie, niebyt. Ale nie dla Louise attaque. Ich album, którego zapowiedzi pojawiły się na Facebooku, był wyczekiwany nie tylko przez fanów, ale w sumie przez cały rynek muzyczny. Dość powiedzieć, że artykuł o ich planowanym powrocie ukazał się w jednym z większych, o ile nie największym francuskim dzienniku Le Figaro.

Louise attaque to w ogóle formacja dość ciekawa. Zadebiutowali po trzech latach grania w piwnicach i kompletowania składu. Ich pierwszy album, mimo że właściwie nie gościł w stacjach radiowych, sprzedał się w nakładzie niemal 3 milionów egzemplarzy, co w dzisiejszych czasach jest sukcesem praktycznie nie do powtórzenia, a i wtedy było znaczącym osiągnięciem (takie zespoły jak Noir Désir czy Téléphone nigdy aż tylu płyt nie sprzedały). Potem wydali drugi krążek i… zawiesili działalność, podzielili się na dwie drużyny i zaczęli działać w całkiem różnych rejonach muzycznych. A wszystko dlatego, że – jak mówili – “skończyła im się wena”. Który z artystów byłby skłonny tak otwarcie się do tego przyznać? Na szczęście panowie odnaleźli wspólny język i inspiracje, nagrali wspólnie kolejny album pod szyldem Louise attaque – „A plus tard crocodile”, czyli „Do zobaczenia, krokodylu”. Jeśli skojarzył się Wam ten tytuł ze słynnym „See You Later, Alligator” Billa Haleya, to jak najbardziej słusznie. I znów sukces, i znów… decyzja o zawieszeniu działalności zespołu. Panowie spotkali się muzycznie w tym czasie tylko raz, by nagrać „Du monde tout autour” – singiel, którego zadaniem było zachęcenie do kupienia składanki największych przebojów. A trochę się ich uzbierało…

„J’t’emmène au vent”, czyli „Zabiorę Cię z wiatrem”. Chciałbym, byś pamiętała, że nasza miłość jest wieczna i prawdziwa. Ten wers w sumie pasuje do czterech panów z zespołu Louise attaque. Bo to przecież nie pieniądze czy nuda sprawiły, że znów weszli razem do studia. „W naszym życiu istnieje tylko ten jeden zespół, a mieliśmy wrażenie, że mamy jeszcze światu coś do powiedzenia.” – tymi słowami nagły powrót grupy skomentował jej lider i wokalista, Gaëtan Roussel. Nie ukrywam, że jestem ciekawa tego, co mają nam do przekazania, bo zapowiada się… inaczej.

„ Anomalie” – to piosenka tytułowa, promująca album, który ma się ukazać pod koniec lutego. I jaki by nie był, na pewno odniesie sukces komercyjny. Skąd to wiem? Ano stąd, że bilety na koncerty tej w sumie niezwykłej francuskiej sprzedają się jak świeże bułeczki, a kalendarz coraz bardziej wypełniają kolejne daty i kolejne miasta. Pozostaje mieć nadzieję, że warto było czekać te 10 lat na kolejny atak Louise’a.

Autor: Agnieszka Lipka-Barnett