fot. mat. prasowe

J. Timberlake – Man Of The Woods (recenzja)

14 lutego 2018

„Man Of The Woods” nie jest albumem konceptualnym, wręcz przeciwnie, sprawia wrażenie chaosu muzycznych pomysłów. Mimo odczuwalnej granicy między białym, a czarnym popem, której Justinowi nie udaje się jeszcze pokonać, to płyta godna uwagi dla tych, którzy szukają muzyki eklektycznej. Dedykowana tym, którzy zwracają uwagę na muzyków potrafiących bawić się tym, co robią.

Album „Man Of The Woods” otwiera „podkład muzyczny” wysokobudżetowego clipu o tytule „Filthy”. Nagranie przygotowane zostało z myślą o multimedialnej promocji albumu i o wiele lepiej wypada w towarzystwie obrazu.
Kolejne nagranie to „Midnight Summer Jam” – podróż w kierunku brzmień The Neptunes z Pharellem Williamsem na krześle reżysera dźwięku.
„Sauce” to pełen pozytywnej energii, nakręcający, taneczny kawałek, brzmieniowo wymyślony przez Danja, „prawą rękę” Timbalanda, który wraz z The Neptuns, T. Mosley`em jest współproducentem nowej płyty J. Timberlaka.

Od nagrania tytułowego albumu „Man Of The Woods” daje się poczuć powolne gubienie energii, którą przyjęliśmy w postaci pigułki trzech pierwszych utworów.
Taki stan panuje do dwunastej piosenki albumu, z małą przerwą na „Wave”, kolejnej produkcji Pharela Williamsa. Wesołej, stymulowanej muzyką reggae, nie pasującej do całości albumu.
Z nagraniem „Montana” przychodzi świat muzyki braci Gibb, szczególnie z okresu „Gorączki Sobotniej Nocy”
„Breeze Of The Pond” to niestety nieudolna kalka produkcji, w których uwagę ściąga riff charakterystyczny dla Nile`a Rodgersa z duetu Chic.
Obie produkcje wróżą powrót energii. Nic podobnego. Płyta i pomysły powoli gasną.

Man Of The Woods” nie jest albumem konceptualnym, wręcz przeciwnie, sprawia wrażenie chaosu muzycznych pomysłów. Mimo odczuwalnej granicy między białym, a czarnym popem, której Justinowi nie udaje się jeszcze pokonać, to płyta godna uwagi dla tych, którzy szukają muzyki eklektycznej. Dedykowana tym, którzy zwracają uwagę na muzyków potrafiących bawić się tym, co robią.
Album, który pokazuje, że Justin Timberlake nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Autor: Paweł Bobrowski | Źródło: RDC